czwartek, 29 grudnia 2011

Rozgrzewająca zupa jarzynowa Justyny z imbirową nutką

Justyna to osoba, z którą w liceum przesiedziałam w jednej ławce 4 lata. Stosując zasadę "co dwie głowy to nie jedna" przeszłyśmy przez te lata "ramię w ramię", tworząc całkiem udany tandem :) Przyjaźń przetrwała, mimo 5-letniej rozłąki, podczas której Justyna studiowała na jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie. Teraz obie mieszkamy i pracujemy w Warszawie i co jakiś czas spotykamy się w towarzystwie Elizy, która chodziła z nami do tej samej klasy, pracowała z Justyną w tej samej firmie i od liceum jest moją najlepszą przyjaciółką.

Naszym spotkaniom zawsze towarzyszy coś do jedzenia i coś do picia. Z zadowoleniem obserwowałam kulinarną ewolucję Justyny, która jeszcze 2-3 lata temu niezbyt garnęła się do gotowania. Aż tu nagle, po przeprowadzce do własnego mieszkania wyposażonego w działającą kuchenkę z piekarnikiem (czego w wynajmowanych mieszkaniach niestety często brakuje), zaczęła gotować. Nieskromnie przyznam, że miałam w tym swój udział, bo regularnie namawiałam ją do gotowania, a żeby jeszcze bardziej ją zdopingować, sprezentowałam jej książkę Jamiego Olivera o wiele znaczącym w tej sytuacji tytule "Każdy może gotować". Jakiś czas temu pisałam o wspólnym pieczeniu tarty z brokułami i pieczarkami podczas jednego z naszych spotkań. I co się okazało? Justyna złapała bakcyla! :) Gdy widziałyśmy się kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, wyznała mi i Elizie, że już kilka razy robiła tartę z tamtego przepisu, a poza tym zaczęła wypróbowywać przepisy z książki, którą ode mnie dostała. Udało się :)

Właśnie podczas tego przedświątecznego spotkania Justyna zaserwowała nam pyszną zupę, przygotowaną zgodnie z jednym z przepisów Jamiego Olivera z tej książki. W oryginale zupa nazywa się po prostu "zupa z soczewicą i szpinakiem", a przepis na nią można znaleźć na stronie 137 tej książki. Dla mnie jednak już zawsze będzie to "zupa Justyny", której dziękuję za przygotowanie tej zupy tamtego wieczoru oraz wyrozumiałość wobec mojego apetytu, którego nie udało mi się poskromić (była grana dokładka; do tej pory zastanawiam się, czy nie wyjadłam całej zupy, która była przeznaczona nie tylko dla nas trzech, ale także dla Wybranka Justyny...).

"Zupa Justyny" to połączenie tradycyjnych i nieco mniej tradycyjnych (jak na polskie zwyczaje kulinarne) składników. Znajdziecie w niej czerwoną soczewicę, pomidory, czosnek, cebulę i szpinak, ale także seler naciowy, chili i świeży imbir. Idealna mieszanka na zimne wieczory - syci i rozgrzewa. Dla mnie była też miłą odmianą po świątecznym obżarstwie ;) Gorąco polecam :)

Zupa Justyny


Składniki (na 6-8 porcji, jak podaje Jamie Oliver):
  • 2 marchewki
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 10 pomidorków koktajlowych (ja miałam 3 nieduże tradycyjne pomidory)
  • 2 średnie cebule (u mnie 1 większa)
  • 2 ząbki czosnku
  • 300g czerwonej soczewicy (u mnie 250g, bo kupiłam 500-gramowe opakowanie i chciałam, żeby wystarczyło mi na 2 razy ;)
  • 200g szpinaku
  • 2 kostki bulionowe (u mnie warzywna, ekologiczna, nabyta w sklepie z ekologiczną żywnością)
  • kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka (można dodać mniej - przy dodaniu takiej ilości jak w przepisie, imbir jest mocno wyczuwalny w zupie)
  • 0,5-1 papryczka chili (ja dodałam całą jedną papryczkę, bez pestek - sprawiło to, że zupa była lekko pikantna, ale nie za bardzo czyli tak, jak łagodna zupa w tajskiej restauracji ;)
  • opcjonalnie: po kopiastej łyżce jogurtu natutalnego na każdą porcję
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. marchew obrać i posiekać w talarki
  2. cebulę obrać i drobno posiekać (żeby w zupie nie pływały duże kawałki)
  3. czosnek obrać i pokroić w cienkie plasterki
  4. łodygi selera pokroić w "plasterki"
  5. na dno garnka wlać 2 łyżki oliwy, rozgrzać
  6. na rozgrzaną oliwę wrzucić pokrojone dotychczas warzywa - smażyć pod przykryciem przez ok 10 min
  7. w międzyczasie sparzyć pomidory wrzątkiem i obrać ze skórki (tego nie ma w oryginalnym przepisie, ale dobrze jest to zrobić, żeby skórki nie pływały luzem w zupie i żeby któraś z nich przypadkiem nie przykleiła się komuś do podniebienia ;)
  8. pomidory pokroić (jeśli mamy koktajlowe - na pół, jeśli zwykłe - na ósemki, a każdą ósemkę na 2-3 części)
  9. imbir obrać i pokroić w cienkie plasterki
  10. chili pozbawić pestek, drobno pokroić
  11. kostki bulionowe zalać 1,8l wrzącej wody i przygotować bulion
  12. wrzucić warzywa do garnka (pomidory, chili, imbir i soczewicę), zalać bulionem, gotować 10 minut
  13. tuż przed podaniem dodać świeży szpinak i zamieszać (Jamie podaje, że powinno się dodać szpinak 30s przed końcem gotowania)
  14. doprawić do smaku solą i pieprzem
  15. po przełożeniu zupy do naczyń, w których będzie serwowna, na wierzchu każdej porcji można zrobić jogurtowy kleks (jogurt nieco łagodzi smak)
Smacznego :)

P.S. Dodatkowa uwaga [31.12.2011]: zupę ugotowałam 2 dni temu wieczorem, był cały gar, więc jadłam sobie ją stopniowo, w sumie wyszły 4 porcje (a nie 6-8 ;) i muszę przyznać, że zupa była najlepsza tuż po jej ugotowaniu, raczej nie nadaje się do dłuższego przechowywania i wielokrotnego odgrzewania, bo staje się mdła, o czym przekonałam się dziś, jedząc ugotowaną w czwartek wieczorem zupę na lunch...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz